Czyli o tradycjach, które zrodziły się w krajach reformacji i powoli zakorzeniły w polskiej popkulturze.
Choć wydaje się nam dziś, że adwentowa codzienność od zawsze pachniała choinką i piernikami, była związana z feerią kolorowych światełek przełamujących mrok, odmierzana czekoladkami z kalendarzy i zapalaną co tydzień jedną świecą więcej to w istocie wcale tak nie było. Jest to bowiem stosunkowo młoda warstwa zwyczajowa, która do Polski przyszła z Zachodu.
A dokładniej – z przestrzeni protestanckiej Europy, przede wszystkim niemieckiej i skandynawskiej. To one ukształtowały szereg tradycji, które dopiero w XIX i XX wieku zaczęły żyć także w domach katolików.
Adwent w dawnej Polsce był okresem surowym, prawie postnym, pozbawionym dekoracyjnej oprawy. Dopiero wpływ ewangelików nadał mu część tych barw, które dziś uważamy za „odwieczne”.
Choinka – drzewko, które przyszło z teologii Lutra
W polskim krajobrazie bożonarodzeniowym choinka wydaje się tak oczywista, że niemal nie do pomyślenia jest fakt, że nasi przodkowie jej nie znali. Tymczasem choinka narodziła się w XVI-wiecznych środowiskach luterańskich. W protestanckiej interpretacji była symbolicznym drzewem rajskim – przypomnieniem o pustce po utraconym Edenie, którą wypełnia dopiero narodzenie Chrystusa. Stąd jabłka, orzechy, potem świece – znaki dobra, życia i światłości.
Do Polski drzewko przyszło od zachodu. W XVIII w. – najpierw pojawiło się na Śląsku, Pomorzu i w Wielkopolsce, gdzie silne były wpływy ewangelickie. Później, w XIX w. – choinka wkroczyła do miast, zwłaszcza do bogatszych, mieszczańskich domów by na koniec stać się elementem powszechnym i obowiązkowym.
W ten sposób zwyczaj nowy i „zagraniczny” wyparł staropolską podłaźniczkę, a jego teologiczne źródło na stałe wrosło w katolickie świętowanie.
Wieniec adwentowy – od pastora Wicherna do polskich parafii
Der Adventskranz, czyli adwentowy wieniec.
Wieniec adwentowy, tak dziś popularny zarówno w kościołach, jak i w domach, również nie należy do dawnej polskiej tradycji. Jego historia zaczyna się stosunkowo późno.
W roku 1839 luterański pastor Johann Hinrich Wichern w Hamburgu zawiesił w domu dla ubogich dzieci duży, drewniany wieniec z 24 świecami – czterema dużymi na niedziele i szeregiem mniejszych na dni powszednie. Ideą było rytmiczne, „świetlne” odliczanie czasu do Bożego Narodzenia.
Zwyczaj szybko rozprzestrzenił się w środowiskach protestanckich, przybierając formę wieńca z czterema świecami – jednej na każdą niedzielę Adwentu.
Do Polski dotarł etapami: na początku XX w. pojawił się w domach i kościołach ewangelickich na Śląsku i Pomorzu, po II wojnie światowej – sporadycznie w niektórych parafiach, a w latach 70.–90. XX w. powszechne został przyjęty w Kościele katolickim.
Wcześniej Polacy nie znali żadnego zwyczaju zapalania świec „na niedziele Adwentu”, ani innego odliczania czasu do Bożego Narodzenia. To tradycja w całości przyjęta została z protestantyzmu.
Kalendarz adwentowy – pociecha dzieci z niemieckich miast
Weihnachts Kalender – kalendarz adwentowy.
Innym sposobem odliczania czasu do Bożego Narodzenia jest kalendarz adwentowy – dziś symbol dziecięcej radości. Narodził się w XIX-wiecznych rodzinach ewangelickich. Zwyczajem było zaznaczanie kolejnych dni kredą na drzwiach lub przypinanie obrazków z motywami biblijnymi – jak na obrazku powyżej.
Pierwsze drukowane kalendarze pojawiły się na początku XX wieku w Niemczech. W Polsce pojawiły się dopiero po 1945 r. Znane były głównie na ziemiach zachodnich, dawniej niemieckich. Dopiero w latach 90. nastąpiła ich masowa popularyzacja.
W tradycji dawnej Polski nie istniał żaden odpowiednik tej praktyki – czas oczekiwania przeżywano w formie wspólnej modlitwy, mszy roratnich, postu i codziennych wyrzeczeń.
Jarmarki adwentowe – od średniowiecznych miast niemieckich po współczesny Wrocław
Jarmark bożonarodzeniowy. |
Współczesny jarmark bożonarodzeniowy we Wrocławiu. |
Dzisiejsze „jarmarki bożonarodzeniowe”, które tworzą grudniowy krajobraz europejskich stolic, wywodzą się z niemieckiego świata miejskiego XV i XVI wieku. Najstarszy z nich – drezdeński Striezelmarkt – działa już od 1434 roku.
Jednak w dawnej Polsce jarmarków adwentowych w dzisiejszym sensie nie było.
Istniały „targi zimowe”, na których kupowano ryby, orzechy, opłatki czy miód, ale Adwent nie pozwalał na zabawy i widowiska. Zimowy handel miał charakter czysto praktyczny – zaś rozrywki odkładano na czas Bożego Narodzenia. Zamiast tego pielęgnowano odpusty, kiermasze świąteczne i targi na św. Mikołaja, ale miały one zupełnie inny charakter.
Wszelkie formy sprzedaży, handlu czy odpustów różniły się zasadniczo od niemieckich „Weihnachtsmarkt”. Nie były one świątecznym festynem, lecz wydarzeniami ściśle związanymi z kultem i tradycją rolniczo-rodzinną.
W Adwencie zdarzały się odpusty związane z konkretnymi świętymi, np. św. Mikołajem (6 grudnia) czy św. Łucją (13 grudnia), ale ich charakter był całkowicie odmienny od protestanckich jarmarków. Odpust rozpoczynał uroczystą Mszą św., procesją, czasem specjalnym nabożeństwem dziękczynnym. Na odpustach sprzedawano poza żywnością, świece, dewocjonalia, obrazki, miód, sery, płótno, podstawowe narzędzia, roczne zapasy (np. sól). Kupcy rzadko oferowali zabawki czy ozdoby zimowe, a handel był dodatkiem – nigdy „sercem” wydarzenia.
W przeciwieństwie do jarmarków niemieckich nie miały funkcji rozrywkowej, nie trwały dłużej, niż jeden dzień, nie oferowały rozrywek, muzyki, grzanego wina, teatru ulicznego, kolorowych światełek, nie było to „świąteczne wydarzenie”. Odbywały się bliżej świąt, a nie przez cały Adwent, były krótkie, skromne, bez festynowego charakteru i służyły temu, by kupić to, czego gospodarstwo samo nie wytworzyło przed Wigilią.
Do polskich miast, szczególnie tych o pruskim rodowodzie, zwyczaj przybył w XIX wieku, wraz z niemieckim mieszczaństwem i po II wojnie światowej zanikł, aby od lat 2000. powrócić, jako rekonstrukcja dawnych protestanckich „Weihnachtsmarkt”.
Spotkania „opłatkowe”
Dawny polski Adwent był czasem powściągliwości i opóźniania radości. Boże Narodzenie „wybuchało” dopiero w Wigilię – wtedy dopiero rozpalano światła, zawieszano wykonywane podczas całego Adwentu ozdoby, a po zmroku spożywano pierwszą, postną, świąteczną kolację.
Współczesna praktyka organizowania tak zwanych „spotkań opłatkowych” albo „wigilijek” jest więc całkowicie sprzeczna z katolickim duchem Adwentu jako „czasu zakazanego”, a bardzo zbliżona do protestanckiego ducha „radosnego oczekiwania”.
Jeszcze do połowy XX w., mocno utrwaloną normą obyczajową i moralną był zakaz organizowania „zabaw hucznych w czasach zakazanych”. Odnosiła się do Adwentu, Wielkiego Postu, okresu od zapustów do Niedzieli Przewodniej, Suchych Dni, Dni Krzyżowych, wigilii oraz większych świąt — które w tradycji Kościoła miały charakter pokutny, wyciszony i kontemplacyjny.
W tych okresach nie wypadało organizować wesel, tańców, hucznych biesiad, ani jarmarków a w wielu diecezjach wymagano nawet dyspensy biskupa, by urządzić uroczystość z muzyką i zabawą. Norma ta miała na celu strzec duchowego klimatu roku liturgicznego, wyraźnie odróżniając czas pokuty od czasu radości. Choć dzisiejsze prawo kościelne już nie zna kategorii „czasów zakazanych”, pozostaje nam zachęcać do umiaru i szacunku dla pokutnego charakteru Adwentu. Nic przecież nie stoi na przeszkodzie, aby takie „wigilijki” i spotkania opłatkowe organizować już po 25 grudnia, aby przedłużyć zamiast przyspieszać czas radości z Wcielenia.
Światła w oknach – skandynawski błysk polskiego Adwentu
Zwyczaj ustawiania w oknach świeczników adwentowych czy elektrycznych „gwiazd” narodził się w krajach protestanckich – zwłaszcza w Skandynawii – jako symbol światła przychodzącego na świat wraz z Chrystusem. Było to też światło rozpraszające długą, skandynawską noc i odstraszające czające się w mroku trolle.
W Polsce zwyczaj ten pojawił się dopiero w XX wieku, zwłaszcza na Śląsku i Pomorzu, gdzie sąsiedztwo kulturowe było szczególnie silne. Dopiero współcześnie rozprzestrzenił się szerzej, zabarwiając noc grudniową nową paletą symboli.
Mikołajki – to prezent z protestanckiej północy
Tradycja wkładania drobnych podarków do buta, lub pod choinkę również nie ma staropolskiego rodowodu. Jej formę, znaną dziś w całym kraju, przyniosły do Polski niemieckie i skandynawskie społeczności protestanckie w XVIII i XIX wieku. Wcześniej św. Mikołaj był czczony przede wszystkim liturgicznie – poprzez modlitwy, procesje i lokale zwyczaje, bez obdarowywania.

Polski Adwent, taki jak przeżywamy go dziś – pachnący, wypełniony światłem, dekoracją, odliczaniem i radosną atmosferą – jest nacechowany wpływami protestanckimi.
Katolicyzm dawał mu treść duchową: roraty, czuwanie, umiar. Protestanckie zwyczaje wniosły natomiast formę wizualną i rytmiczną: wieńce, kalendarze, jarmarki, światła i wreszcie choinkę.
To przenikanie nie było gwałtowne – rozciągnęło się na niemal dwieście lat – ale sprawiło, że polska kultura świąteczna niemal całkowicie zanikła.
Kiedy spojrzymy na dzieje polskiego Adwentu, dostrzeżemy dwie zupełnie różne duchowości:
z jednej strony ascetyczną, cichą i skupioną tradycję staropolską, a z drugiej – głośną, symboliczną, świetlną i radosną obrzędowość adwentową rodzącą się w krajach protestanckich.
Dlatego kilka zwyczajów ewangelickich, które dziś wydają nam się naturalne lub wręcz „odwieczne”, kłóci się z pierwotnym duchem polskiego Adwentu.
Dekoracyjność i światło zamiast ciszy i powściągliwości
Cały, dawny polski Adwent miał charakter prawie postny.
Unikano ozdób, muzyki i pełnego światła. Nie organizowano zabaw, nie grano na instrumentach. Był to czas wyciszenia i modlitewnego czuwania.
Tymczasem w tradycji ewangelickiej Adwent był – i jest – okresem narastającego światła i emocji oczekiwania, zapalanie kolejnych świec na wieńcu, świeczniki w oknach, iluminacje domów, gwiazdy adwentowe, wczesne dekorowanie domów i ulic.
Wprowadzenie tych elementów do polskiej obrzędowości osłabia jednak pierwotny symboliczny kontrast, który w dawnej Polsce był ważny:
ciemność oczekiwania → światło dopiero w Wigilię.
W staropolskiej obyczajowości ozdabianie domu odbywało się dopiero 24 grudnia i miało charakter bardzo skromny. Gdy zaś ewangelicka tradycja wprowadziła zwyczaj choinki ustawianej kilka dni wcześniej, całego decorum pojawiającego się już na początku Adwentu i stopniowego jego „rozświetlania” .
To również jest sprzeczne z dawnym polskim duchem, który nie antycypował Bożego Narodzenia – nie „odcinał kuponów” z radości przed czasem Narodzenia Pańskiego. Wigilia była cezurą symboliczną.
Kalendarz adwentowy – choć piękny – stoi w opozycji do dawnej polskiej wrażliwości religijnej. U ewangelików kalendarz oznaczał codzienny mały „prezent”, radosny rytm drogi do świąt. Tradycja ewangelicka, zwłaszcza luterańska, bardzo mocno promowała i promuje formy duchowości domowej: prywatne odliczanie czasu do Bożego Narodzenia, domowy wieniec, indywidualne światło w oknie, indywidualne kalendarze…
W Polsce czas Adwentu był okresem umartwień, liczono dni do Bożego Narodzenia raczej w formie modlitewnej (roraty, godzinki), nie przewidywano za to „nagród”: cukierków ani obrazków. Kalendarz, w swojej istocie radosny i ludyczny, nie współgra z tradycyjną polską ascezą adwentową.
Dla polskiej tradycji Adwent był okresem wstrzemięźliwości – również handlowej.
Tymczasem w tradycji protestanckiej już od XIV–XVI w. rozwijały się Weihnachtsmarkt,: handel, muzyka, jedzenie, przestrzeń świątecznej radości na wiele dni przed świętami.
Dla polskiego Adwentu, dla którego cisza i umiar były konstytutywne, taki model jest wręcz obcy i mocno dyskusyjny z punktu widzenia liturgicznej logiki.
Natomiast dawna polska religijność była silnie wspólnotowa, oparta o poranne roraty i wspólne śpiewy, czuwania dziewcząt przy figurze (obrazie) Najświętszej Maryi Panny, wieczorne spotkania sąsiedzkie przy pracy (skubanie pierza, przędzenie, wspólnym robieniu ozdób bożonarodzeniowych, hafty) na modlitwie i historyczno – patriotycznych opowieściach cementujących wspólnotę.
Przeniesienie akcentu wspólnotowego z kościoła na dom – typowe dla protestantyzmu – osłabia staropolską, wspólnotową wizję Adwentu.
Współczesny Adwent coraz częściej przyjmuje formę pośpiesznego oczekiwania, w którym więcej jest zakupowego zgiełku niż ciszy i skupienia. Dlatego może warto spojrzeć w stronę dawnych, staropolskich zwyczajów, które nie były jedynie folklorem, lecz wyrazem głębokiej duchowej intuicji. Proste ozdoby zawieszone pod sufitem czy wspólne czuwanie przy adwentowych ołtarzykach potrafiły wprowadzić w dom niezwykły rytm — rytm wyciszenia, czuwania i nadziei. Może i dziś, w świecie pełnym rozproszeń, dobrze byłoby odzyskać choć część tego dawnego porządku, by Adwent znów stał się czasem uważnego oczekiwania na Światło.
AMDG



