Czy warto wracać do łaciny?

Język łaciński jest jednym z trzech języków, w których została wypisana wina Pana Naszego Jezusa Chrystusa na tabliczce przybitej do Jego Krzyża. Obok łaciny były to również greka i hebrajski — języki, którymi posługiwano się w Jerozolimie za czasów Chrystusa i których, jak można sądzić, używał również sam Zbawiciel.

Do dnia dzisiejszego języki te pozostają świętymi językami chrześcijaństwa. W języku greckim powstało pierwsze tłumaczenie Starego Testamentu — tzw. Septuaginta, opracowana w okresie III–II wieku p.n.e. przez siedemdziesięciu tłumaczy. W tym samym języku spisane zostały trzy Ewangelie: Marka, Łukasza i Jana, choć ich autorzy byli pochodzenia żydowskiego. Jedynie Ewangelia św. Mateusza została pierwotnie napisana w języku hebrajskim, a następnie przetłumaczona na grekę. W kolejnych wiekach Cesarstwo Rzymskie zaczęło stopniowo dzielić się na dwie części: wschodnią — obejmującą obszary kultury greckiej oraz zachodnią — rzymską, gdzie język grecki ustępował miejsca łacinie. Jako pierwsi łaciny w liturgii zaczęli używać chrześcijanie z afrykańskich prowincji Imperium Rzymskiego, a szczególną rolę odegrał w tym procesie papież Wiktor I (ok. 200 r. n.e.), który postulował wprowadzenie języka łacińskiego do liturgii.

Wraz z formalnym podziałem Cesarstwa Rzymskiego na wschodnie, ze stolicą w Konstantynopolu, i zachodnie, ze stolicą w Rzymie, utrwalił się także odrębny podział języków liturgicznych. Od tego czasu łacina stała się dominującym językiem Kościoła zachodniego. Spisane w niej teksty liturgiczne i modlitwy, powstałe pod natchnieniem, pozostały niezmienne aż do połowy XX wieku. Język łaciński miał bardzo istotny wpływ na kształtowanie się liturgii rzymskiej. Łacina, z natury zwięzła i surowa, kontrastowała z retoryczną rozwlekłością charakterystyczną dla języka greckiego. Tendencja do skracania zbyt rozbudowanych zwrotów oraz dążenie do syntetycznego, jasnego i jednoznacznego przekazu stały się jednym z wyróżników mszy rzymskiej. Ponieważ język łaciński przestał być używany w codziennej komunikacji, uległ skostnieniu, zatrzymaniu w swoim rozwoju i nie podlegał już dalszej ewolucji — stał się językiem martwym. Dzięki temu zawarte w nim myśli, prawdy wiary i formuły modlitewne zachowały swoje pierwotne znaczenie i nie ulegały przekształceniom ani „doprecyzowaniom”. Co więcej, wszelkie teksty tworzone w języku łacińskim w kolejnych wiekach, a także współcześnie, mają takie samo znaczenie, jakie miałyby 1500 lat temu — inaczej niż dzieje się to w językach żywych. Takim słowem w języku polskim może być „zabawa”. Obecnie jest rozumiana jako rozrywka, głównie dziecięca, albo impreza. Dlatego tytuł książki ks. Marcina Hińczy z 1621 roku Zabawa z Jezusem przed Mszą Świętą może dla współczesnego katolika brzmieć nie tyle niepoważnie, ile wręcz prowokująco, jakby liturgia była traktowana jak gra czy rozrywka, a nie misterium Męki. Ta skostniałość języka łacińskiego zapewnia ciągłość i niezmienność rozumienia doktryny oraz prawd wiary, stanowiąc wyraz niezmienności samego Boga. Jednocześnie podkreśla jedność Kościoła wszystkich wieków i jego nieprzerwaną ciągłość od czasów apostolskich. Jedność ta objawiała się do połowy XX w. między innymi tym, że gdziekolwiek uczestniczylibyśmy we Mszy św., nie mielibyśmy problemów z dialogiem liturgicznym czy modlitwami mszalnymi i moglibyśmy co najwyżej nie zrozumieć kazania.

Współcześnie nie jesteśmy w stanie w pełni uczestniczyć we Mszy św. w kraju poza naszym obszarem językowym — nie potrafimy wspólnie odmówić żadnej modlitwy ani odpowiadać księdzu na wezwania. Stoimy bierni i zagubieni. Czasem jakaś melodia coś nam przypomni, ale zanim znajdziemy w pamięci stosowne słowa, modlitwa już się kończy. Raz udało mi się poczuć namiastkę jedności Kościoła, stojąc obok wiernych z różnych krajów, a nawet kontynentów, kiedy w katedrze w Santiago de Compostela ksiądz zaintonował Salve Regina. Poczułam się wówczas częścią wielkiego chóru wysławiającego tym samym językiem, tę samą treść cześć Najświętszej Maryi Panny. Poczułam w tym momencie łączność ze wszystkimi pątnikami, którzy przez wieki śpiewali tę antyfonę, a ich głosy — tak jak i mój, teraz — odbijały się od kamiennych kolumn i ścian tej katedry.

W związku z ostatecznym zesztywnieniem, petryfikacją łaciny, współcześni językoznawcy, tacy jak dr hab. Agnieszka Heszen, wskazują, że najwłaściwszą formą wymowy dla łaciny liturgicznej będzie tzw. wymowa starożytna, którą przekazuje się obecnie w polskich szkołach i na uczelniach. Ich zdaniem odczytywanie łacińskich tekstów liturgicznych w sposób charakterystyczny dla współczesnej wymowy włoskiej nie odpowiada oryginalnej tradycji i jest niepoprawne z perspektywy historycznej, ponieważ wprowadza do łaciny element ewolucji. Trzeba przy okazji wspomnieć o innym, ważnym aspekcie znajomości łaciny — tym razem w odniesieniu do kształcenia księży. Niestety, od wielu już lat łacina i greka nie są obowiązkowymi wykładami w wyższych seminariach duchowych, co bardzo szkodzi kondycji duchowieństwa.

Znajomość języków oryginalnych, takich jak greka i łacina, nie jest kwestią snobizmu czy erudycji, ale przede wszystkim warunkiem uczciwego i świadomego obcowania z tekstami, które ukształtowały chrześcijaństwo, liturgię oraz całą kulturę Europy. Dzieła Ojców Kościoła, dokumenty soborowe, komentarze i modlitwy zostały zapisane po łacinie, która dziś dla większości księży jest całkowicie obca. Każde tłumaczenie jest tymczasem w jakimś stopniu interpretacją. Nawet najuczciwszy tłumacz musi podejmować decyzje, jak oddać znaczenie słów, idiomów czy niuansów stylistycznych, które w języku polskim nie mają dokładnych odpowiedników. W efekcie księża nieznający łaciny zdani są na cudze interpretacje, wybory i komentarze. Mogą jedynie niewolniczo przyjmować cudze rozumienie tekstu, nie mając możliwości samodzielnego zapoznania się z tekstem źródłowym. To tak, jakby zamiast zajrzeć do skarbca, słuchać jedynie relacji innych o tym, co się w nim znajduje. Obecnie, gdy coraz więcej osób posługuje się utartymi opiniami, warto na nowo sięgnąć do źródeł — z szacunku dla prawdy i własnego rozumu.

Udostępnij

Zobacz także

Adwent staropolski – tęskne oczekiwanie

Jak protestanci podmienili nam Adwent

Pochówek chrześcijański — sens, tradycja i współczesna praktyka