W Książce do oświecenia i zbudowania duszy chrześcijańsko – katolickiej, przy nauce na trzecią niedzielę po Trzech Królach, kiedy powinna być czytana Ewangelia wg. św. Mateusza 7, 1-13, znajdujemy bardzo ciekawe rozwinięcie tego tematu.
„Setnik ewangeliczny był poganinem (Łk 7, 2-3), ale pouczony światłem rozumu, przeczuwał, że ma obowiązek miłosierdzia względem swojego sługi.
Chrześcijaństwo nakazujące miłość bliźniego uporządkowało i wzmocniło stosunek pracodawców do sług tak dalece, że ci, zachowując te przepisy, wielkie z tego zachowania odnoszą korzyści.
Św. Franciszek Salezy tak o tej sprawie mówi: >Zważywszy wszystko dokładnie, ze względu na służbę i czeladkę tyle tylko powiedzieć mogę, że naszymi bliźnimi i pokorną bracią, których przykazanie miłości każe nam kochać jak siebie samych, tych drogich bliźnich, którzy nam są tak bliscy, że żyją z nami pod jednym dachem i z naszego majątku, a obchodźmy się z nimi tak, jakbyśmy chcieli, aby się z nami obchodzono.<
W tych słowach dokładnie jest określony stosunek sług do państwa: są oni sługami chlebodawców, braćmi w Chrystusie i domownikami. Stąd też trojakie są obowiązki chlebodawcy względem sługi.
- Chlebodawca winien wiernemu słudze wypłacać umówione zasługi bez zwłoki i bez uszczuplenia; strawę powinien mu dawać zdrową, pożywną i w dostatecznej ilości; robotnik bowiem godzien jest zapracowanego grosza i należnego pożywienia.
- Ponieważ sługa jest naszym bratem w Chrystusie, zasługuje na to, abyśmy się z nim obchodzili łagodnie i po ludzku. Jeżeli twój sługa przez omyłkę lub nieuwagę, albo nawet z niedbalstwa i lekkomyślności wyrządził ci jaką stratę lub szkodę, nie karz go zbyt surowo. Pomnij raczej na to, ileś razy dopuścił się niedbalstwa i lekkomyślności, gdy chodziło o służbę Bożą. Jeśli sługa ci zachoruje, nie wypychaj go z domu, lecz okaż mu miłosierdzie, pielęgnuj go w chorobie, a przynajmniej dbaj o to, aby inni o nim pamiętali. W takim razie i Pan Bóg nie opuści cię w chorobie.
- Lubo słudzy nie są dziećmi chlebodawcy, są jednak domownikami i dla tego ciąży na min święty obowiązek troszczenia się o ich dobro duchowe. Tem się właśnie różni chrześcijański chlebodawca pd niechrześcijańskiego , iż dba o duszę sługi. Dajmy przeto słudze czas i sposobność do spełnienia obowiązujących go powinności chrześcijańskich; zachęcajmy go, aby co niedzielę i święto chodził na nabożeństwo, słuchał kazań, od czasu do czasu przystępował do Stołu Pańskiego. Opieszałych i obojętnych należy do tego napędzać, a nadewszystko zachęcać słowem i własnym przykładem. Prócz tego dozór i karność domowa winna sługi zdala trzymać od wszelkiej sposobności do grzechu. Chlebodawca, lekceważący ten święty obowiązek przestaje być chrześcijańskim.
Cóż przeto sądzić o takim panu i pani, którzy nietylko ten obowiązek lekceważą, ale drwinami i szyderstwem ze wszystkiego, co jest świętem, wszczepiają słudze niewiarę, bezbożność i niemoralność?
Tacy ludzie nie są w obec sług zastępcami Boga, lecz pomocnikami szatana.”
Pouczenia w tym zakresie znajdziemy też w innych miejscach Pisma Świętego:
„Jeżeli masz sługę, niech ci będzie jak ty sam sobie, ponieważ za krew go nabyłeś. Jeżeli masz sługę, postępuj z nim jak z bratem, ponieważ potrzebować go będziesz jak siebie samego” (Syr 33, 31-32).
„Świadomi tego, że w niebie jest Pan zarówno ich, jak wasz, a u Niego nie ma względu na osoby”. (Ef 6, 7-9).
Jak również w różnych pomocnikach do rachunku sumienia – szczególnie w związku z przykazaniem czwartym.
„Obowiązki przełożonych:
- Czy wypłacałem podwładnym słuszną i sprawiedliwą zapłatę?
- Czy dawałem im odpowiedzenie pożywienie?
- Czy ich gorszyłem, do grzechu nakłaniałem?
- Czy czuwałem, by spełniali swe obowiązki względem Boga?
- Czy zezwalałem na grzeszne wałęsanie się, schadzki itp.?
- Czy podwładnych przezywałem lub dokuczałem im w złośliwy sposób?”
W tej samej książeczce, obowiązkom pracodawców, w kontekście czwartego przykazania, towarzyszą obowiązki pracownika.
- Czy wykonywałem obowiązkowe prace dobrze i sumiennie?
- Czy przełożonych nienawidziłem, przeklinałem, obmawiałem, oczerniałem?
- Czy dzieciom i innym współsłużącym dawałem zgorszenie?
- Czy innych pogjudzałem i buntowałem przeciw przełożonemu?
- Czy obowiązki urzędu spełniałem zawsze bezstronnie?
- Czy przy wyborach oddawałem głos na ludzi przewrotnych, bezbożnych, antykatolickich?
W epoce, w której praca zbyt często sprowadzana jest do liczby godzin, KPI i bilansu zysków, Kościół przypomina nam od ponad stu trzydziestu lat, że relacja pracodawca–pracownik nie jest jedynie kontraktem ekonomicznym.
Leon XIII w encyklice Rerum novarum pisał jasno: „Nie należy uważać robotnika za niewolnika, lecz kierować się zasadą, że należy w nim uszanować godność osobistą podniesioną jeszcze przez charakter chrześcijanina. […] Spomiędzy wszystkich jednak obowiązków pracodawcy najważniejszy jest ten, żeby każdemu oddać to, co mu się słusznie należy.”
Ale encyklika mówi też o drugiej stronie: „Tak samo robotnik winien być wierny i sumienny w wypełnianiu przyjętych obowiązków; niech szanuje sprawiedliwe polecenia przełożonych; niech nie wyrządza szkody mieniu ani osobie pracodawcy; niech nie marnotrawi czasu ani sił; niech unika oszustwa i kradzieży.”
Te dwa bieguny – sprawiedliwość chlebodawcy i wierność pracownika – tworzą razem harmonię, której Bóg oczekuje od nas w codziennym życiu gospodarczym. Pracodawca ma obowiązek płacić godziwą zapłatę, chronić zdrowie, szanować rodzinę i dawać odpoczynek; pracownik zaś ma obowiązek sumiennej pracy, lojalności, uczciwości i szacunku dla wspólnego dobra firmy.
W oczach Chrystusa nie ma tu hierarchii pan i sługa, lecz bracia i siostry, którzy nawzajem sobie służą. Pracodawca, dając sprawiedliwość, naśladuje hojność Boga. Pracownik, oddając sumienność i wierność, naśladuje posłuszeństwo Chrystusa, który „stał się posłusznym aż do śmierci”.
Ewangelia uczy nas wzajemnego szacunku, troski i uczciwości – w tym kryje się nadzieja na taką gospodarkę, w której praca przestaje być ciężarem, a staje się współtworzeniem Bożego planu. Bo w ostatecznym rozrachunku nie liczy się tylko to, ile wyprodukowaliśmy, ile zarobiliśmy i ile zyskaliśmy – lecz to, jak traktowaliśmy siebie nawzajem.
Bo katolicyzm, to nie tylko chodzenie do kościoła i przyjmowanie sakramentów, to świadczenie życiem o prawdach katolickiej wiary.
AMDG

