Ja Ciebie chrzczę

W tradycji Kościoła Katolickiego Chrzest Pański obchodzono w oktawie Epifanii.
Dekretem Świętej Kongregacji Obrzędów z 23 marca 1955 ustanowiono na dzień 13 stycznia, w miejsce dawnej oktawy Epifanii, wspomnienie chrztu Jezusa jako Commemoratio Baptismatis Domini.

Po reformach kalendarza liturgicznego w 1969 roku ustanowiono na niedzielę po 6 stycznia święto Chrztu Pańskiego, aby zadośćuczynić ekumenizmowi i dopasować się do  wspólnot kalwińskich,  luterańskich i anglikańskich, które obchodzą to święto właśnie w dniu 6 stycznia.  W kościołach unickich i prawosławnych Chrzest Pański nazywa się Jordanem i również jest obchodzone 6 stycznia, ale ze względu na różnice pomiędzy kalendarzem juliańskim i gregoriańskim, przypada ono na naszą datę 19 stycznia.

Chrzest Pański był postrzegany jako jedno z wielkich objawień Chrystusa – wraz z pokłonem Mędrców i cudami w Kanie Galilejskiej . W liturgii tego dnia podkreślano przede wszystkim objawienie Trójcy Świętej: głos Ojca z nieba oraz zstąpienie Ducha Świętego w postaci gołębicy. Teksty Mszału Rzymskiego z 1962 r. i brewiarz na ten dzień zachęcały wiernych do rozważania mesjańskiej godności Jezusa oraz Jego posłannictwa w świecie, a samo wspomnienie było wpisane w ciąg obchodów Epifanii, nie zamykając jeszcze okresu Bożego Narodzenia, lecz dopełniając jego światło i radość.

Zarówno w nauczaniu przedsoborowym jak i nauczaniu współczesnym, chrzest Chrystusa w Jordanie był i jest rozumiany jako uświęcenie wód i ustanowienie zasady przyszłego sakramentu chrztu. Jak naucza św. Tomasz z Akwinu, Chrystus przyjął chrzest nie dla własnego oczyszczenia, lecz „aby uświęcić wodę chrztu” (Summa Theologiae III, q. 39, a. 1).

“Christus baptizari voluit, non quia purificatione indigeret, sed ut aquas mundaret.”

„Chrystus zechciał przyjąć chrzest nie dlatego, że potrzebował oczyszczenia, lecz aby oczyścić [uświęcić] wody.”

Ojcowie Kościoła, m.in. św. Grzegorz z Nazjanzu i św. Leon Wielki, podkreślali, że przez zanurzenie w Jordanie Chrystus zapoczątkował nowe stworzenie, w którym ludzie przez chrzest zostają obmyci z grzechu pierworodnego, odrodzeni do życia nadprzyrodzonego i włączeni w Jego Mistyczne Ciało. Tradycyjna nauka Kościoła jednoznacznie stwierdzała, że chrzest jest sakramentem koniecznym do zbawienia (por. Sobór Trydencki, sesja VII), który rzeczywiście i ontologicznie przemienia duszę, wyciskając w niej niezatarty charakter.

“Si quis dixerit baptismum liberum esse, hoc est non necessarium ad salutem: anathema sit.”

„Jeśli ktoś twierdzi, że chrzest jest czymś dowolnym, to znaczy niekoniecznym do zbawienia – niech będzie wyklęty.”

Odmienne jest ujęcie chrztu w większości tradycji protestanckich, gdzie odrzucono sakramentalne rozumienie skuteczności samego obrzędu. Dla wielu wspólnot reformacyjnych – zwłaszcza nurtów ewangelikalnych i baptystycznych – chrzest nie jest środkiem udzielającym łaski, lecz zewnętrznym znakiem wiary i publicznym wyznaniem nawrócenia. Nawet tam, gdzie zachowuje się chrzest dzieci (np. w luteranizmie czy kalwinizmie), akcent pada raczej na obietnicę Bożą (od autora: dla katolików możliwości, a dla protestantów pewności  zbawienia ochrzczonych) i akt wiary wspólnoty, a nie na obiektywną, sakramentalną przemianę duszy. W konsekwencji chrzest bywa postrzegany jako symbol przynależności do Kościoła lub potwierdzenie już otrzymanego zbawienia, a nie jako akt, który sam z siebie – ex opere operato (od autora: z samego wykonanego dzieła/aktu w odróżnieniu od ex opere operandi, to znaczy z dzieła/ aktu osoby działającej)– odradza człowieka i czyni go dzieckiem Bożym.

Katechizm Rzymski (z 1566) podaje, że „Chrzest jest sakramentem odrodzenia przez wodę i słowo.”  Współczesny Katechizm Kościoła Katolickiego z 1992 roku (pierwszy, oficjalnie głoszony przez papieża, od roku 1566) , traktuje temat w sposób bardziej rozbudowany ukazując chrzest jako fundament całego życia chrześcijańskiego: „sakrament wiary, który uwalnia od grzechu, daje nowe narodzenie jako dziecko Boże, włącza w Chrystusa i Jego Kościół oraz czyni uczestnikiem kapłaństwa Chrystusa (por. KKK 1213)”.

Na marginesie warto dodać, że rozbudowane przemyślenia na temat kapłaństwa Chrystusa przynależnego wszystkim ochrzczonym prowadziło do wielu błędów i nadinterpretacji w kierunku protestanckim, które wyjaśniał między innymi papież Benedykt XVI.

Rytuał chrztu pozostawał zasadniczo niezmienny od Rituale Romanum Piusa V, ogłoszonego w 1570 roku, aż do połowy XX wieku. Po II wojnie światowej sytuacja ta uległa zmianie na skutek szybko następujących przemian społeczno kulturowych. Przyczynił się do tych zmian między innymi powojenny wyż demograficzny i nasilające się niezrozumienia międzypokoleniowe, które często prowadziło do odrzucania wszystkiego, co postrzegano jako przeszłe i tradycyjne. Zjawiska te nakładały się na rosnące wpływy ideologii marksistowskiej oraz wzmożone zainteresowanie religiami i wierzeniami Wschodu. Powstały w ten sposób powojenny tygiel emocjonalny i poznawczy sprzyjał szeroko zakrojonej kontestacji rzeczywistości politycznej, społecznej i duchowej.

Kontestacja nie ominęła Kościoła Katolickiego i Pisma Świętego. Postulowano więc z jednej strony aggiornamento (uwspółczesnienie) a z drugiej approfondimentum czyli niejako powrót do korzeni. Kilka lat później dołączyły do nich inne: adaptacje i akomodacje (możliwości dostosowywania liturgii do lokalnych warunków), które zostały dopuszczone do użycia na podstawie konstytucji Sacrosanctum Concilium (KL 37-40) promulgowane przez papieża Pawła VI 4 grudnia 1963 r.

Cofnijmy się jednak o rok. Nie czekając zna zakończenie soboru, Święta Kongregacja Obrzędów w porozumieniu z Kongregacjami Św. Oficjum i Rozkrzewienia wiary opracowała nowy obrzęd chrztu dorosłych. Acta Apostolicae Sedis, nr 6 z 30 maja 1962 (Sobór Watykański II trwał od 11 października 1962 r. do 8 grudnia 1965 r.) zawierały dekret zatwierdzający nowy ryt oraz tekst nowych obrzędów i polecający wcielić go do Rytuału Rzymskiego. Jak się wydaje, papież Jan XXIII wprowadził zmiany idące tak daleko, jak uważał to za możliwe do zaakceptowania.

Papież zatwierdzając nowy ryt dopuścił więc uproszczenie i skrócenie ceremonii (usunięto powtarzające się modlitwy i niektóre elementy rytu, które w praktyce były rzadko używane), wzmocnienie roli rodziców i chrzestnych (jasno określono obowiązki i obietnice, które składają podczas chrztu, aby mogli aktywnie uczestniczyć w wychowaniu chrześcijańskim dziecka), poprawienie formuły aby były precyzyjne teologicznie i jednocześnie bardziej zrozumiałe w liturgii, uwypuklenie sakramentalnego znaczenia chrztu (jasne powiązanie chrztu z odrodzeniem w Duchu Świętym, włączeniem do Kościoła i udziałem w życiu chrześcijańskim). dopuszczono wprawdzie wprowadzenie czytań biblijnych i modlitw wiernych, ale nadal w ramach rytuału łacińskiego, przewidziano możliwość czytań z Pisma Świętego oraz modlitwy wspólnoty.

Nowy ryt otworzył tym samym wiele nowych przestrzeni:

  1. Skracał i upraszczał ceremonię, aby rodzice, chrzestni i wspólnota mogli bardziej aktywnie uczestniczyć w obrzędzie – np. w formułowaniu obietnic, odpowiedzi na pytania celebransa, co wprowadzało model, w którym celebracja staje się bardziej angażująca. Ułatwiło to wprowadzenie nowych elementów.
  2. Pozwalał na wprowadzenie czytań biblijnych i modlitw wiernych (choć nadal w ramach tradycyjnego rytuału łacińskiego). Było to pierwsze otwarcie na większą aktywność wspólnoty i czytania Pisma Świętego, które później w pełni rozwinęły się w posoborowym rytuale. Miało to już wówczas wymiar ekumeniczny, ponieważ sprzyjało dowartościowaniu Pisma Świętego i jego publicznego czytania.
  3. Ryt 1962 uwypuklał sakramentalny sens chrztu – odrodzenie w Duchu Świętym, włączenie do Kościoła, udział w życiu chrześcijańskim. Wskazywał na znaczenie inicjacji chrześcijańskiej i wspólnoty wiernych, przygotowując grunt pod szersze rozwinięcie tego w 1970 r., gdzie nacisk na wspólnotę i udział świeckich stał się integralną częścią liturgii i dawał duże pole do eksperymentów liturgicznych i szerokiej interpretacji przepisów obrzędowych.
  4. Formuły łacińskie w 1962 r. zostały poprawione i uproszczone, co umożliwiało ich przyszłe tłumaczenie na języki narodowe w liturgii posoborowej. Pozwoliło to uniknąć rewolucji – Ordo Baptismi w 1970 mógł płynnie wprowadzić języki narodowe, nowe czytania i modlitwy wiernych.

Wprowadzając nowy ryt chrztu, papież Jan XXIII miał zapewne nadzieję, że na tym reforma się zakończy, jednak nie trzeba było długo czekać na kolejną reformę.

Ryt 1970 (Ordo Baptismi po Soborze Watykańskim II) został jeszcze bardziej uproszczony, wyraźnie zwiększono udział rodziców, chrzestnych i wspólnoty, m.in. składanie obietnic i modlitwa w intencji dziecka, wprowadzono kolejne czytania biblijne i modlitwy wiernych, w językach narodowych, dokonano wyraźnego podziału na liturgię słowa oraz sam sakrament co ułatwiał dialog z tradycjami protestanckimi, u których liturgia słowa zajmuje centralne miejsce, ponadto umożliwiono też chrzest podczas Mszy świętej.

W Rytuale Romanum z 1570 roku, obrzęd chrztu, jako niezwykle istotny w życiu człowieka, był bardzo rozbudowany i bogaty w symbole. Jednym z nich, była sól, której grudka podawana była dziecku na język. Symbolizowała ona oczyszczenie od grzechu pierworodnego, ochronę przed złem,  przed zepsuciem i zepsutymi wpływami, tak jak sól chroni żywność przed psuciem oraz powołanie dziecka do życia w wierze, odzwierciedlając słowa Chrystusa: „Wy jesteście solą ziemi”. Sól była też symbolem mądrości i trwałości wiary. Podobną funkcję miały inne gesty i elementy rytuału, które miały przygotować dziecko do przyjęcia łaski chrztu i włączenia do wspólnoty Kościoła.

Kolejną materią był olej katechumenów, którym czyniono znak krzyża na piersiach dziecka (umocnienie serca, oczyszczenie wewnętrzne, przygotowanie do przyjęcia wiary) i między łopatkami, na plecach (umocnienie do walki duchowej, wzięcie „jarzma Chrystusa”, gotowość do niesienia brzemienia wiary) mówiąc: „Namaszczam cię olejem zbawienia w Chrystusie Jezusie, Panu naszym, abyś miał życie wieczne.”

W nowym rytuale pominięto większość egzorcyzmów i błogosławieństw, które zostały sprowadzone do krótkiej modlitwy i prostego wyrzeczenia się zła przez rodziców i chrzestnych. Pozostał symbol białej szaty jako znaku czystości i nowego życia w Chrystusie, jednak jest on ograniczony niekiedy do symbolicznego okazania białej, haftowanej chusteczki.
Również znaki krzyża pełne pięknej, głębokiej symboliki zostały zaniechane. Czyniono je na czole (znak przynależności do Chrystusa, pieczęć wiary i zapowiedź chrzcielnego „znamienia”, gotowość do wyznawania wiary publicznie), ustach (otwarcie na głoszenie i wyznawanie wiary, przygotowanie do modlitwy i głoszenia słowa Bożego, symbol oczyszczenia mowy), piersiach (przyjęcie wiary do serca, wewnętrzne przylgnięcie do Chrystusa, umocnienie w walce duchowej), rękach (uświęcenie czynów i działania, gotowość do pełnienia dobrych uczynków, włączenie całego życia w służbę Bogu). Znaki krzyża czynione na najważniejszych częściach ciała kandydata do chrztu wyrażały stopniowe obejmowanie całego człowieka mocą krzyża Chrystusa: jego myśli, słowa, serce i czyny. Obecnie pozostał jedynie uproszczony gest na czole.

Wszystkie rytuały, z 1570 r, z 1962r oraz z 1970 r przewidują użycie świecy chrzcielnej, która symbolizuje przede wszystkim  Chrystusa jako Światłość świata. Jej zapalenie od paschału oznacza, że życie ochrzczonego zostaje włączone w życie Zmartwychwstałego. W dawnym nauczaniu podkreślano, że ochrzczony „zostaje oświecony” (illuminatio), co nawiązuje do starożytnego określenia chrztu jako „sakramentu oświecenia” (por. Hbr 6,4). Przekazywana ochrzczonemu (lub jego rodzicom i chrzestnym) była wezwaniem, aby strzec światła wiary, by nie zgasło przez grzech.

Namaszczenie głowy dziecka olejem krzyżma jest jednym z najbardziej teologicznie nośnych znaków chrztu i posiada wieloaspektową symbolikę biblijną i patrystyczną.  Przede wszystkim krzyżmo – olej zmieszany z balsamem i poświęcony przez biskupa w Wielki Czwartek – jest znakiem konsekracji i wybrania. W Piśmie Świętym namaszczano olejem królów, kapłanów i proroków; namaszczenie głowy dziecka oznacza więc, że przez chrzest zostaje ono włączone w potrójną godność Chrystusa: Kapłana, Proroka i Króla. Ochrzczony nie należy już wyłącznie do porządku naturalnego, lecz zostaje przeznaczony do życia dla Boga. Namaszczenie głowy krzyżmem wyraża także trwały, nieusuwalny charakter chrztu.

 

Wraz z reformami obrzędów chrztu utraciliśmy znaczną część dawnej, symboliki, która przez wieki kształtowała katolickie rozumienie tego sakramentu. Zanikło podawanie soli, wielokrotne znaki krzyża na różnych częściach ciała, rozbudowane błogosławieństwa i modlitwy przygotowawcze, a także bogata sekwencja gestów, które jasno ukazywały, że chrzest jest nie tylko obrzędem włączenia do wspólnoty, ale przede wszystkim realnym duchowym przejściem ze stanu zniewolenia do wolności dzieci Bożych.

Szczególnie dotkliwe było osłabienie motywu uwolnienia spod władzy szatana. W dawnych rytuałach egzorcyzmy miały wyraźny, jednoznaczny charakter: kapłan wprost zwracał się przeciw złemu duchowi, ukazując chrzest jako zwycięstwo Chrystusa nad grzechem, śmiercią i mocami ciemności. W rycie posoborowym egzorcyzmy zostały ograniczone do jednej, krótkiej modlitwy o charakterze bardziej błagalnym niż konfrontacyjnym, a ich teologiczna ostrość uległy wyraźnemu złagodzeniu. Choć prawda o wyzwoleniu z grzechu została zachowana doktrynalnie, to przestała być wyraźnie ukazywana w języku gestów i modlitw liturgicznych.

Ograniczono również ascetyczny i katechumenalny wymiar chrztu. Dawny ryt ukazywał chrzest jako kres drogi przygotowania i początek duchowej walki – stąd namaszczenia olejem katechumenów, gesty egzorcyzmów, wyraźna symbolika „wejścia” do Kościoła. W wyniku reform wiele z tych elementów uproszczono lub zredukowano, przesuwając akcent w stronę wymiaru wspólnotowego i celebracyjnego, a w mniejszym stopniu inicjacyjnego i ascetycznego.

Nie sposób pominąć także faktu, że w pewnych aspektach nowy ryt zbliżył się do wrażliwości protestanckiej, zwłaszcza tam, gdzie ograniczono znaki sakramentalnej „skuteczności” obrzędu na rzecz większej prostoty i zrozumiałości. Choć Kościół katolicki nigdy nie porzucił nauki o chrzcie jako sakramencie odradzającym i obiektywnie skutecznym, to język liturgii stał się mniej ontologiczny, a bardziej opisowy i duszpasterski. Zniknęły elementy, które mogły być odczytywane jako „magiczne” lub zbyt konfrontacyjne wobec rzeczywistości zła – co odpowiadało także ekumenicznym dążeniom XX wieku, uwypuklono rolę czytań biblijnych do tego stopnia, że wyodrębniono liturgię słowa, jako część obrzędu.

W efekcie zyskano prostotę i przystępność, ale utracono teologiczną głębię wyrażaną przez znaki. Dawny ryt nie tylko mówił o chrzcie, lecz „czynił widzialnym” to, co niewidzialne: wyzwolenie z mocy szatana, wejście w duchową walkę, radykalną przemianę ontologiczną ochrzczonego. Reforma zachowała prawdę sakramentu, ale w wielu miejscach zubożyła jej symboliczną ekspresję, przez co współczesny wierny rzadziej doświadcza chrztu jako dramatycznego przejścia ze śmierci do życia.

Na marginesie warto dodać krótką notatkę na podstawie książki O chrzcie św. : przepisy prawa kościelnego i świeckiego w Austryi a dokładnie o chrzcie „z wody” dokonywanym przez położną.

Kościół jednoznacznie stwierdza, że w sytuacji konieczności ochrzcić może każdy człowiek, nie tylko kapłan. Katechizm Rzymski (1566) nauczał, że szafarzem chrztu w nagłym przypadku może być każdy, kto ma właściwą intencję i użyje prawidłowej materii oraz formy, nawet jeśli sam nie jest ochrzczony, pod warunkiem że chrzczone dziecko poleje wodą naturalną, wypowie formułę trynitarną: „Ja ciebie chrzczę w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego” oraz ma intencję uczynić to, co czyni Kościół (choćby bez pełnego rozumienia teologii sakramentu).

Kościół jasno odróżniał ważność chrztu od osobistej wiary szafarza – decydująca była intencja i forma, a nie wyznanie osoby chrzczącej.

W praktyce duszpasterskiej położne bardzo często były instruowane przez proboszczów, a w wielu diecezjach wręcz zobowiązane do znajomości zasad udzielania chrztu z konieczności. Istniały więc instrukcje biskupie, katechizmy i podręczniki moralne, osobne pouczenia dla położnych (instructiones obstetricum).

Uczono je nie tylko formuły chrzcielnej, ale także rozpoznawania sytuacji, w których chrzest był konieczny (np. skrajne wcześniactwo, brak oddechu, zagrożenie śmiercią). Położna miała obowiązek ochrzcić dziecko natychmiast, a następnie zgłosić fakt chrztu proboszczowi, by uzupełnić obrzędy w kościele, jeśli dziecko przeżyło.

Szczególnie delikatną i rozwiniętą dziedziną była praktyka chrztu w sytuacji porodu wcześniaczego. Nauczanie przedsoborowe rozróżniało kilka przypadków.

W sytuacji zagrożenia śmiercią, jeśli jakakolwiek część ciała dziecka była widoczna, należało ją polać wodą i wypowiedzieć formułę chrzcielną.

Jeśli istniało prawdopodobieństwo, że dziecko żyje (a tak zawsze zakładano, jeśli nie było objawów ewidentnej śmierci), a poród nie był zakończony, zalecano chrzest warunkowy (sub conditione).

W niektórych sytuacjach stosowano nawet specjalne narzędzia (np. strzykawkę lub rurkę), by wprowadzić wodę do łona matki – zawsze z zachowaniem formuły warunkowej.

Formuła brzmiała wówczas:

Jeśli żyjesz, ja ciebie chrzczę w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.”

Było to wyrazem głębokiego przekonania, że należy uczynić wszystko, co możliwe, aby nie pozbawić dziecka łaski chrztu, nawet w sytuacjach granicznych i niepewnych.

Chrztu udzielano także w przypadkku bardzo wczesnego poronienia, o ile istniała choćby wątpliwa możliwość życia płodu i nie istniały oznaki jednoznacznie wskazujące  na śmierć wewnątrzmaciczną. Zasadą było, aby woda chrzcielna została wylana bezpośrednio na ciało dziecka, a nie jedynie na błony płodowe. W tym celu położna, jeśli było to możliwe i konieczne, przebijała błony płodowe, aby umożliwić kontakt wody z ciałem płodu.

Te praktyki pokazują, jak poważnie Kościół traktował niegdyś realność skutków sakramentu chrztu. Nie był on postrzegany jedynie jako znak przynależności do wspólnoty, lecz jako obiektywne odrodzenie duszy, uwolnienie od grzechu pierworodnego i włączenie w życie nadprzyrodzone. Stąd gotowość dopuszczenia każdego szafarza i użycia najprostszych środków, byle tylko nie zaniedbać zbawczej łaski.


AMDG

Udostępnij

Zobacz także

Katolicka etykieta

Adoracja Dzieciątka Jezus w żłóbku

„Admirabile signum” Ojca świętego Franciszka